Budowanie marki w Internecie: początek
W ramach wdzięczności za pozytywne opinie po moim wystąpieniu na BarCampie postaram się w kilku najbliższych wpisach streścić to, o czym tam mówiłem. Mam nadzieję, że przyda Ci się to, kiedy zabierzesz się za tworzenie (albo lifting) firmowej strony WWW.
Na początek o fundamentach wizerunku marki w Internecie, czyli od czego zaczynamy. Marka może dotyczyć produktu, osoby, usługi, firmy – dla uproszczenia skupimy się tutaj na marce firmy.
Kiedy planujemy założenie firmy, decydujemy się na pewną branżę. Nieświadomie wybieramy tym samym zestaw cech, z którymi chcemy być kojarzeni:
- agencja reklamowa – kreatywność,
- dostawca Internetu – bezawaryjność,
- firma budowlana – solidne usługi,
- piekarnia – świeży towar,
- pub – przyjazny klimat.
Oczywiście to tylko przykłady. Agencja reklamowa może postawić na szybkość realizacji zleceń, a pub serwować oryginalne gatunki piwa, dostępne tylko w tym jednym miejscu. Chodzi o to, że branża zawsze w pewnien sposób determinuje cechy naszego wizerunku.
Teraz pora na wybranie nazwy. To już dużo trudniejsze zadanie.
Kiedy w Polsce zaczynał się wolny rynek, panowała moda na nazwy kończące się na „–x” lub „–pol”. Pół biedy, jeżeli pierwszy człon był jako taki. Ale przyjrzyjmy się nazwie Gniotpol. Firma wzięła ją od nazwiska właściciela (pana Kazimierza Gniota). Naśmiewanie się z nazwisk nie jest w dobrym tonie i nie zamierzam tego robić. Większość z nas jest przyzwyczajonych do swoich nazwisk i kojarzy je w pierwszym rzędzie z własną rodziną. Tworząc markę musimy jednak wziąć pod uwagę, że osobom postronnym słowo „gniot” nie kojarzy się zbyt pozytywnie.
Niestety wielu innych twórców firm idzie tą samą drogą, że wymienię tylko gospodarstwo ogrodnicze Krzywda, firmę gastronomiczną Kupska (oba przypadki z Wrocławia) czy zakład pogrzebowy Szatan (z Radzionkowa).
Na innego rodzaju skojarzenia narażamy się sięgając po nazwy zaczerpnięte z języków obcych. W Krakowie działa na przykład firma reklamowa Fart. Ale nie tylko my, niewyedukowani językowo Polacy mamy takie problemy. Kiedy w Chinach zaczęto sprzedawać coca–colę, jej nazwę zapisano znakami, które w wymowie brzmiały podobnie do oryginału. Nowy napój nie sprzedawał się zbyt dobrze. Okazało się, że napis na etykiecie w tłumaczeniu oznaczał „ugryź woskową ropuchę”.
We Wrocławiu mamy restaurację „Pod Złotym Psem” i brzmi to nieźle. Na pewno lepiej niż kebab „Pod Psem”, którego zdjęcie można znaleźć w sieci.
Z kolei „Słodka Dziurka” – nazwa bydgoskiej cukierni – to chyba objaw poczucia humoru właściciela. Ale z tym w przypadku nazwy firmy radzę być ostrożnym.
Parę lat temu bardzo modne były nazwy „przemysłowe” typu Fabryka Słów, Wytwórnia Reklam albo Manufaktura Czekolady. Od pewnego czasu na topie są końcówki „–eo” (Profeo, Marketeo, Ideo, Ceneo, Veneo).
Konieczność posiadania strony internetowej sprawia, że jednym z kryteriów wyboru nazwy jest to, czy można zarejestrować ją jako domenę z najbardziej prestiżową końcówką „.pl”. Jeżeli to Ci się uda, odwaliłeś kawał dobrej roboty dla zbudowania wizerunku swojej marki!
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Piotr | 19-02-09 | Odpowiedz
Słodka dziurka :)
Swoją drogą jest to też pewien sposób podejścia marketingowego. Gdyby cukiernia nie nazywała się „Słodka dziurka” zapewne nie była by tu opisana.
Paweł | 19-11-10 | Odpowiedz
Coraz częściej zastanawiam się nad swoją nazwą (Pablo Artist), czy nie zmienić, czy jest OK, czy jest dobra…).
PS: Brakuje mi dat przy wpisach:)
Paweł | 19-11-10 | Odpowiedz
Ale jeśli działa się już kilka lat pod tą nazwą, to raczej zmiana chyba nie wyszłaby na lepsze, zgodzisz się?
Marek Jankowski | 19-11-10 | Odpowiedz
@Paweł: Daty przy wpisach są na głównej stronie, ale skoro Ci ich brakowało, dodałem też pod każdym wpisem :–) Co do zmiany nazwy, to wszystko zależy od tego, dlaczego chcesz ją zmienić. Skoro działa już kilka lat i ludzie Cię z nią kojarzą, to – masz rację – możesz na tym stracić. Miałoby to sens wtedy, gdybyś np. zaliczył jakąś spektakularną wtopę i chciał symbolicznie zacząć od nowa (a zakładam, że tak nie jest :–)). Albo gdybyś chciał zmienić profil działalności. Albo gdybyś chciał robić to samo, ale np. za dużo większą kasę i uznałbyś, że dotychczasowy wizerunek (w tym nazwa) nie przyciągnie zamożniejszych klientów.
Paweł | 19-11-10 | Odpowiedz
Dzięki Marek za odpowiedź. Na szczęście wtopy żadnej nie miałem i nie zamierzam mieć :) Nazwa niech zostanie, rzeczywiście nie trzeba zmieniać, jeśli jest dobrze.