Albo oryginalność, albo zysk
Masz genialny pomysł jak zarobić pierwszy milion? Zapomnij o nim. Im bardziej oryginalny i odkrywczy biznes, tym mniejsza szansa na finansowy sukces.
Są trzy powody, dla których zakładanie nowatorskiej firmy mija się z celem. Pierwszym powodem jesteś ty, drugim twoi klienci, a trzecim konkurencja.
Zacznijmy od właściciela firmy, czyli od ciebie. Może być tak, że masz talent do innowacji albo silny wstręt do naśladowania kogokolwiek. Możesz być święcie przekonany, że twój pomysł gwarantuje złote góry. Pytanie, czy będziesz w stanie udowodnić to komuś innemu.
Jak stworzyć biznesplan dla działalności, której nikt wcześniej nie prowadził? Można szukać analogii, budować mniej lub bardziej naciągane teorie, podpierać się statystyką albo zapisać się na korespondencyjny kurs dla jasnowidzów. Każda z tych metod ma podobną skuteczność. Prawdopodobnie uda ci się z grubsza oszacować koszty, ale przychody – to już loteria.
Nie podeprzesz się niczyimi doświadczeniami. Wszystko będziesz musiał wymyślić zupełnie od zera. Za co klienci będą płacić, a na co mogą liczyć gratis? Jakie będą ceny? Jaki model płatności będzie najlepszy? Masz nieograniczone możliwości tworzenia. To fajna zabawa dla kreatywnych. Ale mówimy tu również o realnych pieniądzach, które być może wydasz i już nigdy ich nie odzyskasz.
Przejdźmy do klientów. Czy jesteś w stanie określić, jak duża jest twoja grupa docelowa, jak do niej dotrzesz i ile za to zapłacisz? Jeżeli trzy razy odpowiedziałeś „tak”, to super. Kolokwium z marketingu pewnie byś zaliczył. Ale tu jest realny świat i zupełnie inne problemy.
Przede wszystkim, twoi potencjalni klienci nie mają pojęcia o tym, że coś, co oferuje twoja firma w ogóle istnieje. Kojarzą większość branż z Panoramy Firm, ale ty przecież nie pasujesz do żadnej z nich. Tworzysz nową, od zera. To znaczy, że jesteś kompletnie poza świadomością tych, którzy już wkrótce mają cię utrzymywać. Jeżeli nie masz milionów na reklamę, przygotuj się na ciężką harówkę, żeby dowiedział się o tobie choćby ułamek procenta grupy docelowej.
Ale to jeszcze nie koniec. Przecież zanim twoja firma zaczęła działać, ludzie jakoś radzili sobie bez niej. Być może nie tak elegancko, szybko i wygodnie, ale za to bez konieczności płacenia ci choćby złotówki. Jeżeli więc już dowiedzą się, że działasz, będziesz musiał jeszcze namówić ich, żeby zechcieli podzielić się z tobą zawartością swojego konta.
Na koniec została nam konkurencja. Teoretycznie – tu są konfitury. Jeżeli masz kosmiczny pomysł, którego nie realizuje nikt inny, nie masz konkurencji! Od razu wyjaśnijmy sobie, że to nieprawda: patrząc szeroko, wszystkie firmy na rynku są wobec siebie konkurentami, bo portfele konsumentów nie są z gumy. Wszyscy walczą o dostęp do tych samych, ograniczonych pieniędzy.
Porzućmy jednak akademickie dywagacje. Nie ma na rynku nikogo, kto oferowałby coś podobnego do ciebie. Super. Dopóki nie zaczniesz prężnie działać, prawdopodobnie tak będzie. Owszem, może się zdarzyć, że ktoś wpadnie równocześnie na ten sam pomysł (podobno telefonu nie wynalazł Bell, tylko niejaki Meucci, ale nie było go stać na zastrzeżenie patentu), ale załóżmy optymistyczny wariant.
Konkurenci pojawią się najprawdopodobniej wtedy, gdy wykonasz już całą (albo większość) czarnej roboty związanej z budowaniem świadomości klientów. Przyjdą na gotowe, żeby spić śmietankę. Szlag cię trafi, gwarantuję.
Kiedy budujesz taki sam biznes, jak wiele innych na rynku, masz się na kim wzorować i nie musisz wykonywać tytanicznej pracy związanej z edukowaniem klientów. Owszem, masz od początku silną konkurencję, z gronem stałych klientów, ale to ty jesteś młodym wilkiem w stadzie. To oni czują twój oddech na plecach, a nie odwrotnie.
Odkrywcze biznesy mogą podbijać rynek i zarabiać krocie. Ale przecierając nowe szlaki traci się mnóstwo cennych zasobów, a każdy kolejny ma już łatwiej.
Google nie wynalazło wyszukiwarki, McDonald’s hamurgera, a Nescafe kawy rozpuszczalnej. Każda z tych firm dodała nową wartość do cudzych wynalazków.
Na oryginalnych pomysłach można zarobić. O ile tylko nie są zbyt oryginalne.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Piotr / savek | 9-08-09 | Odpowiedz
Kolejny ciekawy wpis. W sam raz na niedzielną poranną kawę.
kalin | 9-08-09 | Odpowiedz
Ehh kurcze ten opis świetnie pasuje do biznesu o którym myślę.Czuję się niepocieszony;/ Wpis ciekawy,ale powodujący kolejne wątpliwości.
Menedżer | 10-08-09 | Odpowiedz
Ja dodam, że pomysł na produkt to tylko 10% biznesu. A co z organizacją, zarządzaniem ludźmi, marketingiem, sprzedażą, strategią i w końcu zapleczem kapitałowym? Wystarczy, że na jednym z tych etapów będziesz solidnie kuleć, a najbystrzejszy biznes obrócisz w perzynę.
Marek Jankowski | 10-08-09 | Odpowiedz
Menedżer: True, true… Nawet najgenialniejszy pomysł nie gwarantuje sukcesu, między innymi o tym będzie mowa w mojej nowej książce :–)
pasibrzuch13: niby oczywiste, ale chyba nie wszyscy o tym wiedzą malawielkafirma.pl/ | flaker.pl | 10-08-09 | Odpowiedz
[...] pasibrzuch13 przed chwilą niby oczywiste, ale chyba nie wszyscy o tym wiedzą malawielkafirma.pl/…/08/albo–oryginalnosc–alb… [...]
Kompas | 15-08-09 | Odpowiedz
Świetne, zimny prysznic jak dla mnie, ale bardzo potrzebny :–)
Łukasz | 17-08-09 | Odpowiedz
Z generalnymi tezami można się zgodzić, ale… jednak czasami się udaje nieprawdaż ? siłafirmy to innowacje i pomysłowość rozwiązań „starych problemów”. Bez tego to pozostanie nam zwykłe kopiowanie pomysłów, a to jest główną bolączką polskich firm.
Marek Jankowski | 18-08-09 | Odpowiedz
Łukasz: Udaje się, nie mówię że nie. Większość takich przedsięwzięć upada nie dlatego, że pomysł jest zły, tylko dlatego, że właściciel nie doszacował kosztów przebicia się z nową ideą do publicznej świadomości. Jestem przeciwnikiem kopiowania pomysłów, ale jeżeli chcesz podbić rynek z czymś zupełnie nowym, musisz mieć świadomość na co się porywasz :–)