Branżowa reklama
Licząca ponad sto lat definicja reklamy brzmi „salesmanship in print”. W wolnym tłumaczeniu: „wydrukowany sprzedawca”. Wymyślił ją John Kennedy, ale nie prezydent, tylko copywriter. Jak sprawić, żeby ten sprzedawca był skuteczny? Na to sposób też znaleziono już dawno – trzeba budować reklamę według zasady AIDA.
Problem polega na tym, że każdy z nas spotyka się codziennie z setkami, a nawet tysiącami przekazów reklamowych. Od tych najbardziej oczywistych, jak spoty w mediach czy billboardy, aż po logotypy umieszczone na produktach, które nas otaczają.




Zamów sześciotygodniowy




Z pustego i Salomon nie naleje. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Umiesz liczyć, licz na siebie. Każde z tych powiedzeń dobrze pokazuje, dlaczego niektóre sklepy dziecięce cieszą się powodzeniem, a do innych klienci wchodzą tylko wtedy, gdy pada deszcz.
Rozmawiałem ostatnio z właścicielem trzech dużych sklepów dziecięcych o konkurencji, która otworzyła się u niego w mieście. – Nie mają nic, czego my byśmy nie mieli – skwitował. – Więc po co klienci mają do nich jeździć. Gdyby pokazali coś nowego, oryginalnego, wtedy może bym się stresował.
Choć światowy kryzys coraz mocniej daje nam się we znaki, to jeżeli chodzi o dynamikę branży zabawkarskiej w 2008 r. i tak ciągle byliśmy wyspą szczęśliwości. Sprzedaż zabawek rosła u nas zdecydowanie szybciej, niż w innych krajach Starego Kontynentu.
Zamykamy pierwszy rok istnienia „Branży Dziecięcej” i… zaczynamy rok 2009. Jaki będzie? Poprosiliśmy o opinie trzy osoby, które doskonale wiedzą, co w trawie piszczy. Specjalnie dla naszych czytelników prognozują: Prezes Polskiego Stowarzyszenia Branży Zabawek i Artykułów Dziecięcych Robert Podleś, Patrycja Wereśniak z NPD Group i Piotr Kozak z LEGO.