Po co jeździć na targi?
Ponad 1500 km samochodem i nie wiem ile, ale na pewno dużo, na własnych nogach – tak wyglądały ostatnie 4 dni, czyli wyjazd do Norymbergi na największe na świecie targi zabawek.
Przekonałem się podczas tych targów, że słowo „wystawca” coraz mniej przystaje do rzeczywistości. Bo na takie imprezy nie jeździ się po to, żeby pokazać swoje produkty. To można równie dobrze zrobić w Internecie, w katalogach itp. Tym, co decyduje o powodzeniu targów są nawiązywane tam osobiste kontakty.
Dlatego stoiska światowych koncernów, takich jak Mattel czy Hasbro, wyglądały jak schrony przeciwatomowe: otoczone ścianami z każdej strony, z jednym głównym wejściem i recepcją. Jak w biurze. Bo takie targi to nie jarmark, tylko okazja do bardzo intensywnych spotkań biznesowych.
Tam, gdzie są grube ryby, można spotkać i płotki. A nawet plankton :) Żałośnie wyglądały te stoiska, gdzie jeden lub dwóch smutnych panów siedziało koło siebie patrząc tępo na przesuwających się przed ich oczami ludzi, a ich otoczenie przypominało sklep wielobranżowy z pierwszej połowy lat 90–tych. I żeby wszystko było jasne: dotyczy to nie tylko Polaków. Z naszych 43 stoisk tylko dwa odpowiadały temu opisowi.
Za to było kilka ekspozycji świetnie przygotowanych, zaprojektowanych przez fachowców i wyróżniających się. A to niełatwe, gdy w jednym miejscu zbierze się 2700 firm zajmujących się z grubsza tym samym.
W ogóle nie mamy się czego wstydzić. Owszem, zdarzało się na polskim stoisku spotkać ludzi palących papierosy, ale Włosi wcale nie byli lepsi. Bywało, że na stoliku stała opróżniona do połowy butelka piwa, zresztą u Niemców też. Z maskowaniem kaca wszyscy radzili sobie równie dobrze.
Ogólne wrażenie: na imprezy tego typu warto jeździć, jeżeli ma się konkretny cel, namierzonych potencjalnych kontrahentów, umówione spotkania, przygotowaną własną ofertę oraz przemyślane rozwiązania w różnych wariantach. I umie się korzystać z okazji. Targi trwają 6 dni, a następne dopiero za rok.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Dodaj komentarz