Bankowa logika
Gdyby ktoś chciał pożyczyć od ciebie 10.000 zł, to wolałbyś dostać w zastaw jego samochód czy zaświadczenie o zarobkach świadczące o tym, że stać go na zwrot takiej sumy? Ja wolałbym to pierwsze. Może dlatego nie jestem właścicielem banku, bo tam rozumują zupełnie inaczej.
Gdy przychodzisz po kredyt na mieszkanie lub dom, bank bada dwie rzeczy. Pierwsza z nich to zabezpieczenia. Inaczej mówiąc: w jaki sposób będzie można odzyskać pożyczone pieniądze, gdybyś przestał spłacać kredyt. Druga rzecz to bieżące przychody, czyli czy masz regularne wpływy na konto, które umożliwią ci spłacanie kolejnych rat.
Paradoks pierwszy polega na tym, że choćbyś miał pięć mieszkań wartych w sumie 2,5 miliona, bank nie pożyczy ci na szóste warte 500 tysięcy, jeżeli na twoje konto regularnie nie wpływają pieniądze w odpowiedniej wysokości. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Majątek w postaci mieszkań powinien być przecież dla banku dużo lepszym zabezpieczeniem. Wymóg zasilania konta można w banalny sposób obejść, choć wymaga to trochę czasu. Wystarczy dogadać się z kolegą, który ma firmę, podpisać z nim fikcyjną umowę, on co miesiąc będzie przelewał ci pieniądze, a ty będziesz wypłacał je z bankomatu i oddawał mu je w gotówce (plus podatek i jakiś bonus za fatygę). Możesz więc de facto nie tylko być bez grosza przy duszy, ale jeszcze w długach, ale dla banku będziesz w takiej sytuacji wiarygodny.
Paradoks drugi to ten, że banki znacznie łatwiej przydzielają kredyty pracownikom zatrudnionym na etacie niż przedsiębiorcom. Każdy prowadzący działalność gospodarczą wie, że pracownika można zwolnić praktycznie z dnia na dzień i taka osoba zostaje na lodzie, dopóki nie znajdzie nowej pracy. A to może potrwać. Nie ma też żadnej gwarancji, że dochody, które etatowiec osiąga dzisiaj, nie będą niższe w kolejnych miesiącach i latach. Jeżeli firma działa na rynku już pewien czas i ma stabilną grupę klientów, jej właściciel jest dużo lepiej zabezpieczony. Jest mało prawdopodobne, żeby nagle zupełnie przestał zarabiać. Gdyby zresztą była taka groźba, to swoje pensje stracą najpierw jego pracownicy.
Nie po raz pierwszy zastanawiam się nad regułami działania instytucji finansowych. Kiedyś pisałem już o badaniu zdolności kredytowej. Jeżeli przypadkiem pracujesz w banku i jesteś w stanie to wyjaśnić, proszę – oświeć mnie. Bo nie chce mi się wierzyć, że nie ma w tym jednak jakiejś logiki :–)
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Bartłomiej Dymecki | 22-02-10 | Odpowiedz
A czy w tej zagadce czasem nie chodzi o łatwość ściągania pieniędzy? Wszak z konta komornik może ściągnąć szybko, a mieszkanie trzeba zlicytować, co zajmuje czas.
Marek Jankowski | 22-02-10 | Odpowiedz
@Bartłomiej Dymecki: Komornik może ściągnąć pieniądze z konta, o ile one tam są. A jak pokazuje przykład z fikcyjnym zatrudnieniem u znajomego, mogą być tylko „wirtualnie”, więc to wątpliwe zabezpieczenie.
Gdybym ja miał bank, kombinowałbym tak: jeżeli mam pewne zabezpieczenie, warte np. dwa razy tyle ile ryzykuję, to nie obchodzi mnie czy gość dostaje jakąś pensję. Jeżeli zobowiązuje się, że będzie spłacał, to jego problem jak to zrobi. A jak mu się nie uda, to mam z czego ściągnąć. Ale banki nie stosują takiego (zdawałoby się) zdroworozsądkowego podejścia. Nie masz wpływów na konto – nie dostaniesz kredytu.
Adam | 23-02-10 | Odpowiedz
@Marek Jankowski, I właśnie dlatego banki mają banki, a nie Pan… ;)
Tak w ogóle to pytanie z cyklu „czemu bank nie chce wcześniejszej spłaty”.
Dominik Kościelniak | 23-02-10 | Odpowiedz
Banki nie zarabiają na udzielaniu kredytów, tylko na cyklicznych (miesięcznych) wpływach zatytułowanych „spłata kredytu” – zawierających wartość kapitału i odsetek, bądź samych odsetek w przypadku linii kredytowych.
Zlicytowanie przeciętnego Kowalskiego czy dużej korporacji (ściągalności należności wymaganych do długa i bolesna droga – zresztą nie tylko dla banku) nie przynosi długofalowych korzyści, a cykliczne spłaty tak. Zwłaszcza że zabezpieczenie nadal w garści banku.
To właśnie dlatego brane pod uwagę są systematyczne wpływy potencjalnych kredytobiorców, odzwierciedlenie płynności finansowej w dokumentach, by zapewnić cykliczną korzyść z comiesięcznej spłaty kredytu. Uruchomienie zabezpieczeń dla banku to tylko kłopot, duży kłopot.
Domniemany przychodowy handel zabezpieczeniami priorytetem bankowej logiki prawdopodobnie nie jest.
Antoni Łuchniak | 23-02-10 | Odpowiedz
Na pewno nie bez znaczenia jest kwestia tego, że w miesiąc po otrzymaniu kredytu można mieszkanie będące zabezpieczeniem sprzedać. I wtedy bank nie będzie miał czego licytować :–)
Marek Jankowski | 23-02-10 | Odpowiedz
@Adam: Opory banków przed wcześniejszą spłatą jestem w stanie zrozumieć – im dłuższy okres kredytowania, tym więcej bank zarabia.
@Antoni Łuchniak: Mieszkania będącego zabezpieczeniem nie można ot tak sobie sprzedać, bo jego hipoteka jest obciążona przez bank.
@Dominik Kościelniak: To ma sens, dzięki za wyjaśnienie :–)
niktwazny | 19-03-10 | Odpowiedz
„Paradoks drugi to ten, że banki znacznie łatwiej przydzielają kredyty pracownikom zatrudnionym na etacie niż przedsiębiorcom. Każdy prowadzący działalność gospodarczą wie, że pracownika można zwolnić praktycznie z dnia na dzień”
1.Spróbuj ;) jak pracownik nie zechce sam odejść to nie ma prostej metody aby go zwolnić.
„A to może potrwać. Nie ma też żadnej gwarancji, że dochody, które etatowiec osiąga dzisiaj, nie będą niższe w kolejnych miesiącach i latach.”
2.Jeśli ktoś zarabia na etacie 6 netto a druga osoba tyle samo na działalności to ten 1 jest jednak pewniejszy.
2.1 Zwłaszcza jeśli bezetatowiec to samozatrudniony i ma 1 klienta ;)
2.2 Sprawdź co się dzieje jeśli zachorujesz i przez 29 dni nie będziesz mógł pracować.
„Majątek w postaci mieszkań powinien być przecież dla banku dużo lepszym zabezpieczeniem. ”
To myślenie było bardzo popularne w USA gdy udzielano masowo kredytów dla NINJA(No Income, No Job or Assets) .
Marek Jankowski | 20-03-10 | Odpowiedz
@niktwazny: 1. Próbowałem, to działa. 2. Są takie przypadki (np. podane przez Ciebie 2.1), zgadzam się, ale nie zgodzę się że jest to reguła. Co do 2.2 – jeżeli masz dobrze poukładaną firmę z dobrymi pracownikami, to taka nieobecność nie będzie końcem świata. A co do NINJA – czy majątek w postaci mieszkań na zabezpieczenie przypadkiem nie zalicza się do Assets? :)
Dominik Kościelniak | 22-03-10 | Odpowiedz
@niktwazny
„2.Jeśli ktoś zarabia na etacie 6 netto a druga osoba tyle samo na działalności to ten 1 jest jednak pewniejszy.”
– Bank pracuje na dokumentach, a nie na indywidualnej opinii osoby procesującej kredyt, która może być jedynie wskazówką do podjęcia decyzji kredytowej. Który z pracowników banku (z całym do nich szacunkiem)porównywał dochody osoby na etacie i osobę z tym samym dochodem prowadzącym jednoosobową działalność? Jaką wartość dla banku w prognozach spłaty rat ma osoba na etacie (sumienna, terminowa), a jaką jednoosobowa firma?
Gerber Michael E w książce pt. „Mit przedsiębiorczości” pisał o byciu „przedsiębiorcą, menedżerem i specjalistą technicznym” w jednej osobie prowadząc DG.
Kto faktycznie ma świadomość, że tak właśnie jest, kto wie ile pracy i życia trzeba w to włożyć budując wszystko od podstaw.
Ile właścicieli firm o tym nie wie, ile banków tego nie docenia?
Pracując na dokumentach finansowych bank, niekiedy krzywdzi małych przedsiębiorców odmawiając kredytu. Pracownik banku daleki jest od przedsiębiorczego spojrzenia, nie zaryzykuje pozytywnej decyzji i swojego stanowiska, i wybierze osobę na etacie w procesie kredytowym. Trudno się dziwić, takie spojrzenie banku wynika z bagażu negatywnych doświadczeń.
Mój kolega z pracy, analityk mawiał: „Co to za dokumenty? Pewnie firma krzak. Krzak się wyrwie i po firmie”. – bardzo często miał rację. Za takie działania banków odpowiedzialni są właśnie Klienci.
@Marek Jankowski: Zgadzam się z Tobą. Dobrze poukładana firma to nie tylko jej pracownik.