Mała Wielka Firma

400 osób, firm i marek

Z pustego i Salomon nie naleje. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Umiesz liczyć, licz na siebie. Każde z tych powiedzeń dobrze pokazuje, dlaczego niektóre sklepy dziecięce cieszą się powodzeniem, a do innych klienci wchodzą tylko wtedy, gdy pada deszcz.

Z czego nalewać, jak ścielić, na kogo poza sobą liczyć – odpowiedzi w najnowszej „Branży Dziecięcej”, w Empikach od 1 lipca. Udało nam się ustanowić nowy rekord. W indeksie osób, firm i marek, o których piszemy w tym numerze, znalazło się równo 400 pozycji. Przy czym indeks nie uwzględnia list bestsellerów ani Rapeksu.

W wakacyjnej „Branży” piszemy o spotkaniach dla handlowców zorganizowanych przez Marko i Poltrade Waletko. Wystarczy odwiedzić kilka z nich, żeby dowiedzieć się, które sklepy są na bieżąco z nowościami i dbają o profesjonalne przygotowanie swoich pracowników. Można śmiało założyć, że pojawią się tam Baby Land z Warszawy, Viki z Zabrza czy Askot z Wrocławia. Uczestników jest oczywiście dużo więcej – w sumie kilkadziesiąt, może trochę więcej niż setka sklepów z całej Polski. A co z całą resztą?

Reszta nie ma czasu na wyjazdy, nie chce wydawać na nie pieniędzy, nie potrafi się zorganizować albo ma jakąkolwiek inną wymówkę. Rezultat jest taki, że coraz bardziej odstaje od konkurencji. Aż w końcu znika z rynku.

Tradycyjne sklepy dziecięce nie sprzedają dziś towarów. Towar praktycznie zawsze da się znaleźć taniej w Internecie, w dodatku z dostawą do domu. Ale można wygrać na rynku oferując – oprócz towaru – usługi: od doradztwa i indywidualnego doboru produktów, przez dogodne warunki płatności i rozwiązywanie problemów w użytkowaniu zakupionych produktów, aż po serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.

Żeby jednak mieć taką szansę, trzeba stale aktualizować swoją wiedzę. Korzystać z zaproszeń od dostawców, odwiedzać targi, przeglądać oferty współpracy prezentowane w prasie branżowej. Kto ma na to czas? Najlepsi mają…

Wracając do Internetu – wcale nie musi on być wrogiem tradycyjnych sklepów. Może za to stać się dodatkowym źródłem przychodów. Słyszałem ostatnio o właścicielu sklepu z Olsztyna, któremu komputer pomaga w przekonywaniu klientów do zakupu. Załóżmy, że sprzedaje zabawkę za 75 zł. Klient mówi, że taką samą widział na Allegro za 50 zł. Właściciel od razu, przy kliencie, sprawdza cenę w Internecie i okazuje się, że to wcale nie 50, tylko 59 zł, do tego trzeba dopłacić 12 zł za wysyłkę, co razem daje 71 zł. Sprzedawca obniża cenę o 4 zł i sprzedaje, a klient jest zadowolony bo ma pewność, że taniej by nie kupił.

Jeszcze jedno, byłbym zapomniał ;–) Wśród osób, które zaprenumerują „Branżę” do 15 sierpnia wylosujemy dwuosobowy pobyt na targach Games & Toys w Łodzi, w super hotelu, ze wstępem na targi i Wieczór Wystawców. Wszystkich zainteresowanych z branży zapraszam do prenumeraty.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!

Zobacz też:

Brak komentarzy

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz