Wolne w Trzech Króli?
Jak niewiele trzeba, żeby człowieka szlag trafił w poniedziałkowy wieczór… Przeglądam właśnie wiadomości z RSS–a Gazeta.pl i widzę tytuł: „Wolne w Trzech Króli? Jest 100 tys. podpisów!”. Jest też nazwisko tego, któremu nie chce się wstawać do roboty 6 stycznia. To miłościwie panujący w Łodzi prezydent Kropiwnicki.
O niczym innym właściciele firm tak nie marzą, jak o przedłużeniu świąteczno–noworocznej laby jeszcze o tydzień. Zamknijmy najlepiej wszystko na amen 20 grudnia i otwórzmy tak koło 10 stycznia, jak już ludowi niepracującemu miast i wsi minie kac po Sylwestrze.
Na potrzeby mojej książki, która ma się ukazać jesienią nakładem wydawnictwa Studio Emka policzyłem niedawno, ile dni spędza w pracy przeciętny etatowiec.
Rok 2008 ma 366 dni. Odejmujemy 52 soboty i 52 niedziele, pozostaje 262. Ale Kodeks Pracy daje pracownikowi dodatkowych 10 wolnych dni świątecznych, do przepracowania są więc tylko 252. Każdy dzień pracy jest więc dla nas – pracodawców – cenny.
Jeżeli nasz pracownik skończył studia i przepracował już 3 lata w innej firmie przysługuje mu 26 dni urlopu wypoczynkowego. Załóżmy, że dba o siebie i będzie chory tylko przez 10 dni roboczych. Nie ma jeszcze dzieci, więc nie dochodzą do tego zwolnienia z powodu opieki. Ale i tak z 252 dni zrobiło się już tylko 216.
Pomijam taki drobiazg, że praca zajmuje 8 godzin dziennie. Bo wtedy okazałoby się, że w ciągu całego roku pracownik spędza w pracy tylko 72 doby.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Dodaj komentarz