Podwładny czy partner?
Parę lat temu rynek pracy w Polsce określano jako „rynek pracodawcy”. O każde wolne miejsce pracy starało się wielu kandydatów, więc zatrudnionym zależało na tym, żeby nie podpaść zwierzchnikom.
Później sytuacja się zmieniła. Młodzi i wykształceni wyjechali za granicę i właściciele firm mieli spory problem ze znalezieniem odpowiednich kandydatów. To oni musieli zabiegać, żeby wartościowi ludzie nie odeszli z firmy kuszeni konkurencyjnymi ofertami.
Te dwa przykłady pokazują, że w relacji pracodawca – pracownik każda ze stron może w różnych okresach dominować. Nie ma powodu zakładać, że to pracodawca zawsze jest górą lub odwrotnie.
Umowa o pracę polega na wymianie dóbr. Pracodawca zobowiązuje się do płacenia pracownikowi pensji i innych świadczeń wynikających z przepisów. Pracownik w zamian za to oferuje swój czas oraz umiejętności, które ma wykorzystywać zgodnie z potrzebami szefa. Układ jest jasny. Ale czy na pewno?
Pracownik może bardzo łatwo sprawdzić, czy szef wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Wystarczy rzucić okiem na wyciąg z konta bankowego. Bardziej drobiazgowi mogą jeszcze pofatygować się do ZUS–u i urzędu skarbowego, żeby mieć stuprocentową pewność, że firma wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań.
Jakie narzędzia ma do dyspozycji szef? Teoretycznie może przez 8 godzin dziennie mieć pracownika na oku i sprawdzać, czy ten robi to, co do niego należy. Ale to oczywiście utopia, bo nie po to się kogoś zatrudnia, żeby non stop go pilnować.
Są stanowiska, na których wydajność ocenia się po wynikach pracy. Typowy przykład to handlowcy. Podobnie jest w przypadku różnego rodzaju twórców, od programistów komputerowych po artystów ludowych. Ale w jaki sposób sprawdzić, czy swój czas pracy racjonalnie wykorzystuje księgowa, kadrowa czy inny pracownik biurowy?
Sposobem na to może być TimeCamp – rozwiązanie, które nie tylko pozwala monitorować pracowników, ale przede wszystkim zwiększać efektywność ich pracy. Każdą uruchamianą przez nas aplikację i stronę internetową TimeCamp przypisuje do jakiejś kategorii (np. biuro, audio i wideo, wiadomości i blogi itp.). My określamy tylko, które kategorie są w naszym przypadku bardziej, a które mniej produktywne. Robi się to raz, w 5 minut. Cała reszta dzieje się automatycznie.
TimeCamp dostępny jest również w wersji indywidualnej, za darmo. W tej formie może być świetnym narzędziem pokazującym, jak wiele czasu marnujemy na surfowanie po sieci i o ile szybciej moglibyśmy skończyć pracę, gdybyśmy nie odrywali się od niej, żeby co 5 minut sprawdzać skrzynkę mailową. Wersja biznesowa, wspierająca pracę grupową, kosztuje 8 dolarów miesięcznie za stanowisko (wcześniej mamy do dyspozycji 30–dniowy darmowy okres próbny). O przewagach takiej formy płatności nad kupowaniem „pudełkowego” oprogramowania będzie mowa w najbliższym odcinku podcastu „Mała wielka firma”.
Znalazłem TimeCampa w sieci szukając rozwiązania do własnej firmy. Początkowo byłem przekonany, że to produkt amerykański. Ale okazało się, że powstał w Polsce, a nawet we Wrocławiu :)
Twórca TimeCampa Kamil Rudnicki oraz Venture Incubator, przy wsparciu którego powstaje TimeCamp, zaproponowali mi współpracę przy marketingu i promocji tego projektu. Zgodziłem się, bo jestem przekonany, że taki software może się przydać bardzo wielu przedsiębiorcom. W końcu ja sam znalazłem go szukając czegoś takiego dla mojej firmy.
Jeżeli zaczniesz używać TimeCampa albo masz doświadczenia z podobnymi rozwiązaniami, daj znać :)
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Michał Strzępek | 21-03-09 | Odpowiedz
Swietny pomysl na program! Jak zaloze swoje dzialalnosc chetnie bym z niego skorzystal, nie tylko dla sprawdzenia co robia pracownicy, ale tez z ciekawosci ile ja czasu poswiecalbym pracy, a ile na inne rzeczy;) Gratulacje dla autorow, mysle ze to bedzie bardzo dobre narzedzie do okreslenia efektywnosci pracownikow:)
Marek Jankowski | 21-03-09 | Odpowiedz
Dzięki, możesz założyć sobie już teraz darmową wersję TimeCampa :) Mnie to pomaga np. kiedy mam dużo pracy i nie mogę się do niej zabrać – wiem, że jestem w stanie skończyć ją znacznie szybciej, jeżeli np. powstrzymam się od blogowania ;) W planie jest też TimeCamp po polsku, mam nadzieję że jeszcze przed wakacjami się uda.
Michał Strzępek | 21-03-09 | Odpowiedz
Wlasnie sciagnalem:) Bardzo dobrze ze pojawi sie wersja polska to na pewno zwiekszy ilosc pobran:)
Bartek | 21-03-09 | Odpowiedz
Też pobrałem, bardzo mi się podoba, jak będzie wersja po polsku to już w ogóle super.
Jednak jest małe ale.
Idea programu, czyli wyłapywanie dosłownie wszystkiego co się dzieje na komputerze (np. pokazywanie nazw dokumentów z worda które edytowaliśmy) może też być dużym problemem. Gdyby te dane znajdowały się tylko na moim komputerze to ok, ale duża część osób możne mieć wątpliwości do tego co się z taki danymi może stać lub do czego można się nimi posłużyć. Wierzcie mi, znam kilku takich paranoików :).
Jak znajdę chwilę to się zagłębię w regulamin, ciekawe jak autorzy rozwiązali tą sprawę, czyli bezpieczeństwa danych.
Orest Tabaka | 21-03-09 | Odpowiedz
Pół roku temu z Kamilem zastanawialiśmy się nad indywidualnym wykorzystaniem TimeCampa. Wpadło nam wtedy do głowy, że nawet graficy, którzy mieliby problem z wyceną swoich projektów, mogliby za pomocą programu zmierzyć dokładnie ile czasu poświęcili na projekt. Mnożąc przez ustaloną cenę za roboczogodzinę mieliby cenę za cały projekt :)
W zasadzie wielu freelancerom może się przydać.
Swoją drogą Marku… świat na Wasz duet czeka :)
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Marek Jankowski | 21-03-09 | Odpowiedz
Michał: Jestem pewien, że polska wersja zdecydowanie zwiększy liczbę użytkowników, bo jednak zwłaszcza w małych firmach angielski wciąż stanowi barierę…
Bartek: Na to samo zwracali uwagę mentorzy na Mini Seedcampie w Warszawie i mamy już pomysł jak to rozwiązać. Będzie specjalna wersja TimeCampa dla paranoików, choć przypuszczam, że nazwa handlowa będzie nieco inna ;–)) Będzie ona instalowana na firmowym serwerze klienta, dzięki czemu jego dane nie będą w ogóle wychodzić poza firmę.
Orest: Z wyceną pracy grafików nie jest tak łatwo. Bo jeżeli projektant jest fachowcem i pracuje szybko, to musiałby wziąć za ten sam projekt mniej od nowicjusza, który się guzdrze. Pisał o tym kiedyś na swoim blogu Paweł Tkaczyk.
Orest Tabaka | 21-03-09 | Odpowiedz
Marek:
Jeśli ktoś podnosi umiejętności, jest coraz sprawniejszym grafikiem i oddaje coraz lepsze jakościowo projekty w krótszym czasie, to dla mnie naturalnym jest, że jego stawka za roboczogodzinę powinna wzrastać. O tym też Paweł w swoim poście wspomniał. Fakt, że to ciężkie pewnie do policzenia jest, bo klient chce znać cenę z góry (albo ramy cenowe). Ci początkujący mogą kontrolnie sprawdzać ile przykładowy projekt zajmuje im czasu, aby następnemu klientowi umiał zarysować całościową cenę projektu.
Przemysław Żyła | 21-03-09 | Odpowiedz
Z jednej strony jest to narzędzie zwiększające wydajność, z drugiej ograniczające swobodę pracownika…
Jeśli jestem dobrym handlowcem, generuję odpowiedni wzrost wydajności względem założonych planów (wykonuję swoją pracę lepiej niż inni), a przy okazji pozwalam sobie na systematyczne „odparowywanie” między konkretną pracą, to będę poszkodowany, bo ktoś będzie chciał jeszcze bardziej zwiększać moją wydajność…
Oczywiście sytuacja jest w pewnym sensie przerysowana, ale jestem zwolennikiem metody marchewki, a nie kija. Lepiej ludzi motywować sensownymi planami i premiami oraz wartościami dodanymi, a nie wdrażać kolejne narzędzie do monitoringu.
Oczywiście dla wszystkich pracujących dla siebie będzie narzędzie przydatnym…
Marek Jankowski | 22-03-09 | Odpowiedz
Przemysław: Tak jak napisałem, wydajność handlowców zdecydowanie lepiej oceniać po wynikach sprzedaży niż po wykorzystaniu czasu, to jasne. W ich przypadku TimeCamp rzeczywiście nie jest konieczny.
Może być jednak zastosowany jako narzędzie diagnostyczne – jeżeli ktoś twierdzi, że wkłada w pracę dużo wysiłku (i TimeCamp to potwierdza), a mimo nie ma wyników, oznacza to, że trzeba poprawić jego umiejętności handlowe. Jeżeli nie ma wyników, a TimeCamp pokazuje, że połowę czasu pracy spędza na YouTube, sprawa jest jasna – musi wziąć się do roboty.
Inna sytuacja: jako szef nie chcesz, żeby na firmowych komputerach pracownicy instalowali samowolnie jakiekolwiek oprogramowanie. Jeżeli korzystają z czegoś nielegalnego, TimeCamp to wyłapie i będziesz mógł je usunąć, unikając przy tym potencjalnych kłopotów.
Co do kija i marchewki – bardzo długo byłem dokładnie tego samego zdania: marchewka tak, kij nie. Ale z czasem nauczyłem się, że są ludzie, na których marchewka nie działa albo działa niewystarczająco i mobilizują się dopiero na widok kija. Tylko czy TimeCamp na pewno jest kijem? Pracodawca płaci pracownikowi za czas jego pracy. Jeżeli więc pracownik w tym czasie – z własnego wyboru – zamiast pracować czyta sobie Pudelka, to jest to nic innego, jak wyłudzanie od szefa nienależnych pieniędzy. TimeCamp jest jak kamera do monitoringu w centrum miasta – uczciwym ludziom nie powinna przeszkadzać.
Rado | 22-08-09 | Odpowiedz
A co z wersja na Maca? Są już jakieś dostępne?
Marek Jankowski | 23-08-09 | Odpowiedz
Rado: Nie ma i o ile wiem stworzenie wersji na Maca nie jest priorytetem. Ale jeżeli szukasz podobnego rozwiązania, które będzie u Ciebie działać, wypróbuj RescueTime.