Mała Wielka Firma

Letnie opony

W poniedziałek przed Wielkanocą postanowiłem wymienić opony na letnie. Zaplanowałem wyjazd na święta na piątek rano, więc czasu było teoretycznie sporo. Niestety. Ponieważ właśnie mocniej zaświeciło słońce, wielu kierowców w tym samym czasie wpadło na identyczny pomysł.

Znalezienie wolnego wulkanizatora nie było łatwe, ale za to dostarczyło ciekawych spostrzeżeń biznesowych :)

Nauczony doświadczeniami z poprzednich lat, nawet nie dzwoniłem do najbardziej znanych firm oponiarskich, bo tam uderza większość ludzi i są najdłuższe kolejki. Zacząłem od małego warsztatu na moim osiedlu. Pewny siebie podjechałem na miejsce, wszedłem do środka, zapytałem kiedy mają najbliższy wolny termin. – Wtorek po świętach – odpowiedział Pan Wulkanizator, nawet nie patrząc w moją stronę, najwyraźniej poirytowany tym, że właśnie postanowiłem podzielić się z nim zawartością portfela.

W tym zakładzie wymiana opon odbywa się na chodniku przed budynkiem. A wiosenną inwazję klientów nietrudno przewidzieć. Gdyby właściciel zatrudnił na dwa tygodnie pomocnika i wyposażył go w podnośnik, mógłby praktycznie dwukrotnie zwiększyć liczbę obsługiwanych klientów.

Załóżmy, że w ciągu 8–godzinnego dnia roboczego w takich półamatorskich warunkach można wymienić 12 kompletów opon. Za każdą taką operację klient płaci 80 zł. To daje 9600 zł w dwa tygodnie, bez weekendów. Niech pracownik kosztuje nas przez te 2 tygodnie nawet 2000 zł. I tak zostaje jeszcze całkiem sporo.

– We Wrocławiu wszędzie będzie tak samo – pomyślałem i zacząłem szukać za miastem. Zadzwoniłem do Pietrzykowic. – Najbliższy termin to piątek – usłyszałem. – W piątek wyjeżdżam – zacząłem negocjować. – OK, zaczynamy od 8 rano, niech pan przyjedzie o 7:40, to załatwimy sprawę i spokojnie pan pojedzie – zaproponował wulkanizator.

To już była jakaś konstruktywna propozycja. Zaklepałem termin i… szukałem dalej. Tak znalazłem warsztat w Kątach Wrocławskich, w którym wcisnęli mnie jeszcze tego samego dnia pod wieczór.

Zadzwoniłem do Pietrzykowic odwołać wizytę, ale nikt nie odbierał tam już telefonu. Wysłałem więc maila z informacją, że w piątek jednak nie przyjadę. Wieczorem dostałem odpowiedź:

Witam,

Dziękuje za info.
Zapraszam do korzystania z naszych usług, które staramy się świadczyć na poziomie pełnego profesjonalizmu.

Pozdrawiam, Piotr Kawa

Miło i sympatycznie. Nie dość, że kreatywnie rozwiązują problem klienta, to jeszcze odpisują na maile :)

W Kątach Wrocławskich zostałem jako nowy klient poddany badaniu marketingowemu. – Jak się pan o nas dowiedział? – wypytywał mnie człowiek, z którym umawiałem wizytę przez telefon. – Nie reklamujemy się przecież jako wulkanizacja. Robimy to w zasadzie tylko dla naszych stałych klientów, żeby nie musieli szukać gdzie indziej. Któryś z nich panu nas polecił?

Wyjaśniłem, że znalazłem ich na Zumi, wpisując jako słowo kluczowe „opony”. Jestem przekonany, że jeżeli mają więcej takich klientów, zrobią właściwy użytek z tej wiedzy.

Przy okazji podczas sympatycznej rozmowy dowiedziałem się jeszcze, jaki mają zakres usług i że ostatnio byli na targach motoryzacyjnych w Lipsku (znaczy się – fachowcy pełną gębą). A na pożegnanie dostałem wizytówkę, „tak na wszelki wypadek”.

Jeżeli następnym razem znów przegapię termin, kiedy do wymiany opon we Wrocławiu nie ma kolejek, pewnie pojadę do Kątów. W każdym razie z pewnością Pana Wulkanizatora z osiedla będę omijał z daleka. Po co człowieka denerwować.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!

Zobacz też:

Komentarze: 5

  1. Michał Strzępek | 20-04-09 | Odpowiedz

    Jak widac mozna:) Wystarczy tylko chciec! Zupelnie nie rozumiem ludzi, ktorzy sa niemili i aroganccy w stosunku do potencjalnych klientow. Jakby ktos ich zmuszal, ze chce sie korzystac z ich uslug. Taka krotkowzrocznosc jest zupelnie niezrozumiala. Az dziwne, ze nadal takie firmy funkcjonuja…

  2. Łukasz Dywicki | 21-04-09 | Odpowiedz

    Dokładnie można. :) Sam miałem podobną okazję gdy jakiś żartowniś przebił mi dwie opony. Obdzwoniłem okoliczne warsztaty z pytaniem kiedy można podjechać (każda przejażdżka równała się z pompowaniem opon pompką).
    W większości przypadków górną granicą była godzina 17, a pech chciał że ja do tej godziny pracuję. Normalne było zbywanie na zasadzie, przyjedzie Pan, zobaczymy. Nikt nie deklarował kwoty za jaką jest w stanie załatać te nieszczęsne opony i wszyscy traktowali mnie jako laika (nie przeczę że nim jestem jeśli idzie o motoryzację).
    Szukałem więc do skutku. Znalazłem warsztat, który jest kilkaset metrów od mieszkania. Pan przez telefon powiedział od razu, że załatanie kosztuje 30 zł, przyjechać można do 20 (lekki szok). Na miejscu od razu zostałem wpuszczony do warsztatu gdzie pracownik zajął się oponami. Najbardziej mnie ucieszyło to, że pracownik który wykonywał pracę z chęcią dzielił się wiedzą, i gdy jako laik pytałem po co są te wszystkie maszyny odpowiadał tak bym zrozumiał. :)
    Za 10 zł wyważono mi nawet koło. :)
    Od tamtej pory ten warsztat jest jedynym do którego się wybieram, nie tylko z przebitymi oponami..

  3. jkostrz | 24-04-09 | Odpowiedz

    Łukasz Dywicki – ja też lubie jak ktoś wytłumaczy mi to i tam to choć i tak sie na tym nie znam. Myśle że niektóre firmy uważają że nie można mówić klientowi co jak działa, bo sie za dużo dowie i sam zacznie naprawiać. Raz w jednym serwisie gościu myślał że aż tak głupi jestem i mówił mi ze samochod żeby dobrze jeździł to trzeba od czasu do czasu na ręcznym zawinąć itp., sie przeliczył :D

  4. Marek Jankowski | 25-04-09 | Odpowiedz

    A ja pojechałem kiedyś do znajomego mechanika ze świeżo kupionym autem (używanym), żeby je obejrzał. Wziął je na podnośnik, oglądał podwozie, w coś tam stukał, ale nic nie komentował. W końcu podchodzi do mnie z nieszczęśliwą miną i mówi: „Nie jest dobrze”. Zrobił pauzę, westchnął i dokończył smutnym głosem: „Nic nam pan nie da zarobić, wszystko działa bez zarzutu”…

  5. Orest Tabaka | 25-04-09 | Odpowiedz

    :D
    Miał ten mechanik poczucie humoru :)

Dodaj komentarz