Laryngolog
Rzadko zdarza mi się odwiedzać lekarzy, więc może przypadek o którym dziś napiszę nie jest wcale wyjątkowy. Jeżeli tak, to tym bardziej wart jest opisania.
Dzwonię do laryngologa umówić się na wizytę. Numer, który jest podany na stronie internetowej odbiera pani z sekretariatu, która wie tylko, że w przychodni jest laryngolog, ale nie wie kiedy przyjmuje. Przełącza do rejestracji. Ciekawe, ile czasu dziennie marnuje w ten sposób?
Pani z rejestracji brzmi jak pielęgniarka. Ale ja nie potrzebuję pomocy medycznej, tylko informacji. A z komunikatywnością po drugiej stronie kiepsko.
– Dzień dobry, chciałbym umówić się na wizytę do laryngologa.
– Rejestracje są tylko rano.
– Teraz jest 8:30, czy to jeszcze jest rano?
– Rejestracje zaczynają się od 7:00, jest około siedmiu numerków i zawsze dużo chętnych.
– Czyli rozumiem, że dziś już się nie dostanę?
– Dziś już nie.
– A jaki jest najbliższy termin?
– Codziennie trzeba rano próbować, od czerwca będzie możliwa rejestracja na dalsze terminy.
Z zakamarków pamięci wydobywam słowo–klucz zasłyszane od znajomych:
– A prywatnie?
– To trzeba się dowiadywać w godzinach pracy lekarza.
– A jakie to są godziny?
– We wtorki i piątki od 15 do 19, w pozostałe dni od 8 do 12.
Jest poniedziałek, czyli w tej chwili laryngolog przyjmuje.
– W takim razie czy dziś mogę umówić się prywatnie?
– Tego to ja już nie wiem, przełączę do gabinetu.
Ufff… Pani z recepcji przekazała mi masę informacji, które mnie nie obchodzą zamiast rozwiązać mój problem. Zastanów się, czy w Twojej firmie nie jest czasem podobnie.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.

Blipnij o tym wpisie!
Piotr / savek | 12-05-09 | Odpowiedz
Zaraz się komuś oberwie w tej klinice ;) Jak przełożony zapozna się z Małą Wielką Firmą ;) Pozdrawiam
Michał Strzępek | 14-05-09 | Odpowiedz
Pani w recepcji powinna wiedziec ze czas to pieniadz i od razu laczyc z gabinetem, albo przynajmniej orientowac sie w pracy lekarza. A tak swoja droga to lekarz powinien zadbac oto, zeby Pani w recepcji byla jak najlepiej przygotowana do udzielania informacji jego potencjalnym klientom. Ja nie moge zrozumiec jak ludziom moga byc zadowoleni z nijakosci uslug, przeciez im wyzszy standard uslug tym wiecej klientow tym wiecej pieniedzy. Nie trzeba skonczyc studiow ekonomicznych by to wiedziec. A niektorzy to po prostu maja jakis staly przychod i im to wystarcza, zamiast starac sie bardziej i caly czas sie rozwiajac, stoja w miejscu. Przykre…
Paweł Tkaczyk | 15-05-09 | Odpowiedz
A ja myślę, że tu w grę wchodzi jakaś fałszywie pojęta etyka lekarska. Pani robiła wszystko, żebyś umówił się prywatnie, ale robiła też wszystko, żeby Cię do tego bezpośrednio nie namówić. Żeby przypadkiem ktoś się nie obraził, że go „wpychają na prywatną wizytę”. Ja już dawno porzuciłem państwową służbę zdrowia – kosztuje tyle samo, co prywatna, a trzeba czekać. Jeszcze jakby dało się wypisać ze składek i przekazać je ludziom, którzy rzeczywiście mnie leczą…
Marek Jankowski | 15-05-09 | Odpowiedz
Bardziej mi to pachnie innym układem. Pani z recepcji pracuje w przychodni i prywatni pacjenci tylko zawracają jej głowę, nie dając nic w zamian. Ma obowiązek połączyć, jeżeli ktoś chce prywatnie, ale nie ma obowiązku mu tego ułatwiać. I to właśnie robi, z podziwu godną skrupulatnością.