Mała Wielka Firma

Jak stracić klienta obniżając cenę

Im wyższa cena, tym mniejszy popyt na dany towar lub usługę. Od tego podstawowego prawa mikroekonomii są jednak odstępstwa. Kiedy drożeje żywność, ubożsi konsumenci kupują np. więcej chleba (paradoks Giffena), bo można nim napełnić żołądek taniej niż innymi artykułami spożywczymi. Z drugiej strony: niektóre dobra luksusowe, np. dzieła sztuki, nie cieszyłyby się tak dużym wzięciem, gdyby nie bardzo wysoka cena (efekt Veblena).

Sytuacja, którą chcę opisać, nie zalicza się do żadnej z powyższych kategorii. Jest to jednak dowód na to, że obniżka ceny może nie tylko nie zachęcić klienta do kupna, ale wręcz trwale zrazić go do firmy.

Przez dwa lata korzystałem z usług firmy Pierwszej. Zostawiałem u nich średnio miesięcznie około 5 tysięcy złotych. Zamówienia się zmieniały (generalnie były coraz większe), kwota do zapłaty oczywiście też rosła. Co pewien czas pytałem o możliwość uzyskania rabatu ze względu na regularność i skalę współpracy. Za każdym razem słyszałem, że cena uwzględnia już maksymalne upusty.

Niestety, jakość usług oferowanych przez Pierwszą zaczęła się pogarszać. Moi klienci też to zauważyli. Postanowiłem więc poszukać innego dostawcy.

Zainteresowałem się firmą Drugą. Jej ceny – przy pozostałych parametrach bez zmian – okazały się o kilkanaście procent niższe. „Gdzie jest haczyk?” – zastanawiałem się. Różnica wydawała się podejrzanie duża. Aż do momentu, gdy swoją ofertę przesłała mi firma Trzecia, proponując praktycznie takie same warunki jak Druga. Po negocjacjach cenę firmy Trzeciej udało się obniżyć jeszcze o dodatkowe 5 procent.

W tym momencie skontaktowałem się z firmą Pierwszą. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

– Tak jak wspominałem, od dłuższego czasu dostawaliśmy oferty od innych dostawców. Przeanalizowaliśmy warunki wasze i konkurencji i zdecydowaliśmy się na inną firmę.
– Czy chodzi o cenę, czy o coś innego?
– O cenę, ale nie tylko. Do jakości waszych usług też mieliśmy zastrzeżenia.
– Czy gdybyśmy poprawili jakość i zaproponowali niższe ceny, byłaby szansa na kontynuowanie współpracy?
– Nie braliśmy tego pod uwagę, bo zawsze do tej pory mówiliście, że stawki które płacimy zawierają już maksymalne rabaty…
– Czy mimo to moglibyśmy przedstawić naszą ofertę?
– Tak, oczywiście.

Wkrótce w mojej skrzynce mailowej znalazła się nowa oferta od firmy Pierwszej. Zaproponowali ceny nieco niższe od Drugiej, prawie takie same jak Trzecia. Inaczej mówiąc: powiadomili mnie uprzejmie, że bez mrugnięcia okiem kroili mnie co miesiąc na blisko tysiąc złotych więcej niż mogli.

Nie muszę chyba dodawać, że nie skorzystałem z ich propozycji. I jakoś nie pali mi się, żeby jeszcze kiedyś korzystać z ich usług.

Co powinna była zrobić firma Pierwsza, kiedy powiedziałem im, że przestaję korzystać z ich usług?

  • Podziękować i docenić klienta za dotychczasową współpracę.
  • Zapowiedzieć, że też właśnie szukamy tańszego dostawcy, bardziej wydajnych materiałów, bardziej ekonomicznych technologii itp. – czegoś, co pozwoli nam zaproponować klientom lepsze warunki.
  • Zapytać, czy kiedy uda się obniżyć koszty i zastosować rozwiązania umożliwiające poprawę jakości, możemy zgłosić się z nową ofertą.
  • Odczekać i przedstawić nową ofertę uzasadnioną zmianami, jakie zaszły w firmie. Utrzymywać kontakt.

Czy to wystarczy? Nie ma takiej gwarancji. W takiej sytuacji klient ma prawo czuć się jak zdradzony małżonek. A nie każdy jest w stanie wybaczyć coś takiego.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.

Blipnij o tym wpisie!

Zobacz też:

Komentarze: 7

  1. Creet | 10-03-10 | Odpowiedz

    Wydaje mi się, że taki sam błąd popełniają europejscy producenci samochodów, z Fiatem na czele. Co chwila jakieś obniżki bez w sumie uzasadnionej przyczyny. Zastanawiam się zawsze, dlaczego te marki nie myślą o tym co musi do nich czuć klient ‚frajer’, który kupił samochód za kwotę n, podczas gdy za miesięc–dwa identyczny samochód (który jest w ofercie od wielu miesięcy) da się kupić za np 5–10tys zł mniej.

    Japońskie marki postępują wg mnie mądrzej. Bardzo ciężko u nich zbić cenę – jedyne co można ugrać to dodatkowe wyposażenie gratis. Pewnie m.in dzięki takiemu zachowaniu ich produkty na rynku wtórnym trzymają zwykle stosunkowo wysoką cenę.

  2. Marek Jankowski | 10-03-10 | Odpowiedz

    @Creet: Dzięki za świetny przykład :–) Osobiście w ogóle mam awersję do zachęt typu „Wynegocjuj swoją cenę”, bo nie przepadam za targowaniem się. Więc mam świadomość, że albo będę musiał tę grę wbrew sobie, albo wyjdę na frajera który przepłaca na własne życzenie.

  3. Epoka | 14-03-10 | Odpowiedz

    I tu przyszła mi na myśl oferta pewnego operatora komórkowego. Kończyła mi sie umowa, a tenże operator usilnie wydzwaniał do mnie z nową, która była co najmniej 2 razy gorsza od poprzedniej (oczywiście z mojego punktu widzenia). Ponieważ do końca umowy było jeszcze 3 miesiące, nie śpieszyłam się z podejmowaniem decyzji, jakby nie patrzeć, niekorzystnej. Zaczęłam zrozglądać się na rynku telefonii i już miałam upatrzoną ofertę (oczywiście innego operatora), gdy nagle ktoś „obudził się” i zrozumiał, że traci klienta płacącego rachunki terminowo na niemałe kwoty. Dostałam taką zniżkę, która pobiła wszystkie inne na głowę.
    Czasami jednak warto poczekać:)

  4. selihel | 18-06-10 | Odpowiedz

    Jeśli chodzi o samochody to wystarczy powiedzieć, że ok. 15% ceny „salonowej” to gwarancja, za którą płacisz i istnieje duża szansa, że nigdy z niej nie skorzystasz. Kiedyś gdzieś czytałem (nie orientuję się ile jest w tym prawdy), że samochody produkowane w europie kosztują producenta nie więcej niż 50% ceny, za którą później są sprzedawane. Pomijając marże, która też wynosi ponad 10% ceny, więc tutaj salony mają z czego zbijać cenę w razie promocji.

  5. Damian | 25-06-10 | Odpowiedz

    Zgadzam się, co do branży motoryzacyjnej. Ostatnio przymierzam się do zakupu auta. Byłem w salonie jednej z niemieckich marek premium (podpowiem, że na literę A ;–) i dostałem wstępną ofertę. Następnie uzupełniłem konfigurację auta o kilka elementów i poprosiłem o ostateczną ofertę, ponieważ w innym salonie dostałem trochę lepsze warunki. W odpowiedzi dostałem informację, żebym podał swoje warunki cenowe, a oni postarają się do nich maksymalnie zbliżyć. Osobiście nie podoba mi się taka gra z klientem. Zamiast uczcicie przedstawić, ile zniżki czy rabatu naprawdę mogą zaoferować, sprzedawcy czają się, żeby zobaczyć ile chce klient…

  6. Nie ucieszył mnie kod promocyjny | Patrycja Kierzkowska | 29-06-10 | Odpowiedz

    [...] ma zbyt dużą marżę (czytaj: na co dzień płacę dużo więcej niż mogłabym). Jak to kiedyś ładnie ujął Marek Jankowski w innej sprawie: [...] powiadomili mnie uprzejmie, że bez [...]

  7. Matt | 29-06-10 | Odpowiedz

    Witam,
    Często pytam klient jaka jest jego cena na daną usługę, wtedy wiem jak plasują się ceny konkurencji, wtedy obniżam tak aby klient był zadowolony.

Dodaj komentarz