Jak stracić klienta (na zawsze)
Od 4 lat zamawiałem pieczątki, wizytówki, ogłoszenia prasowe i inne drobiazgi w agencji reklamowej w centrum Wrocławia. Nie pamiętam już, co mnie tam przyciągnęło pierwszy raz. Zwłaszcza, że firma mieściła się na drugim piętrze kamienicy, a jakiś czas temu przeniosła się na trzecie.
Co sprawiało, że do nich wracałem? Reklamują się, że robią pieczątki w pół godziny – ja czekałem na nie kilka dni. Wizytówki projektują tak, że wolałem przygotowywać je sobie sam. Myślę, że przywiązali mnie do siebie dwiema rzeczami. Właściciel, którego poznałem za pierwszym razem, zawsze był na miejscu, więc wiedziałem, że będę mógł rozmawiać z osobą, którą znam i która będzie w stanie odpowiedzieć na każde moje pytanie. Zlecenia mogłem składać mailem, łatwo i szybko. I jeszcze jeden plus: nigdy nie ponaglali mnie z płatnościami. Płaciłem więc zwykle „przy następnej okazji”.
Na początku lutego zamówiłem u nich ogłoszenie o poszukiwaniu pracownika. Kupiłem poniedziałkową „Wyborczą”, żeby sprawdzić, czy się ukazało. I było. Tyle, że w tekście liczącym może 5 linijek pojawiły się 2 literówki. W tym jedna – w nazwie mojej firmy.
Wpadłem tam dzisiaj. Właściciel – pan Paweł – zapytał, czy zapłacę za ogłoszenie.
– OK, ale powinienem dostać 90% rabatu za te literówki – powiedziałem.
– Basia, sprawdź kto wpisywał to ogłoszenie – poprosił pan Paweł.
– Nie mam teraz czasu! – odpowiedziała pani Basia. Zdaje się, że wpisywała jakieś ogłoszenie.
– A ile kosztowało to ogłoszenie? – dopytał.
– 54,90.
– To po rabacie będzie jakieś 5 złotych – wtrąciłem.
– Nie, tak to my nie możemy – podrapał się w głowę pan Paweł i zaczął wypisywać fakturę. Wydrukował ją, podpisał, przybił pieczątkę i podał mi. Na fakturze była cena… 54,90.
Nie zaprotestowałem. Zapłaciłem, pożegnałem się i wyszedłem. Jeszcze na schodach wyjąłem komórkę, znalazłem w książce telefonicznej „Sunpress” i wybrałem z menu „Usuń”. Żebym już nigdy więcej nie zostawił ani złotówki tam, gdzie nie szanują moich pieniędzy.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
echo | 21-07-09 | Odpowiedz
Nie przesadziłeś z tym rabatem?
Marek Jankowski | 21-07-09 | Odpowiedz
Za literówkę w nazwie firmy? No, może trochę ;–) Ale gdyby dali mi rabat w wysokości swojej marży, to uznałbym to za sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Gazeta w końcu zrobiła swoje bez zarzutu, to agencja dała ciała. Kazałbyś klientowi zapłacić za wizytówki, na których przekręciłeś jego nazwisko?
echo | 23-07-09 | Odpowiedz
Wizytówka to wizytówka, trudno, zrobiłbym ponownie.
I w przypadku ogłoszenia lepiej jest poprosić o poprawne wykonanie pracy niż o rabat. Daje się wtedy do zrozumienia, że najistotniejsza jest jakość i nie chce się żerować na czyichś błędach. Przynajmniej w moim odczuciu. No a wysokość rabatu 90% to trochę abstrakcja i dla Pana Pawła mogło się to wydać naciągane. Więc naciągnął w swoją stronę…
Marek Jankowski | 23-07-09 | Odpowiedz
Poprawka to niezły pomysł, ale nikt mi jej nie zaproponował. Nie skorzystałbym natychmiast, bo rekrutacja była już zakończona, ale za to następnym razem zamieszczając ogłoszenie na 100% zgłosiłbym się do nich.
Wysokość rabatu była podana oczywiście żartem, chodziło o sam fakt rekompensaty za niewłaściwie wykonaną usługę. Ostatecznie zapłaciłem za nią tyle samo, ile za pełnowartościową, więc jeżeli ktoś tu na kimś żerował, to agencja na kliencie, któremu nie chciało się wykłócać o parę złotych.
A wystarczyłoby, gdyby zachowali kilka prostych zasad w kontakcie z niezadowolonym klientem: http://www.malawielkafirma.pl/2009/03/niezadowolony–klient–instrukcja–obslugi/