Książka życzeń i zażaleń
Klienci rzadko się skarżą. Zdecydowanie częściej po nieudanej próbnie skorzystania z twoich usług podziękują, wyjdą i nigdy nie wrócą. Jeżeli naprawdę im podpadłeś, może poświęcą ci jeszcze parę niepochlebnych słów na jakimś forum czy blogu.
Z punktu widzenia firmy znacznie lepiej byłoby wysłuchać takiego klienta oraz – jeżeli ma rację – wynagrodzić mu dyskomfort, podziękować za pomoc i usunąć uchybienia, które dostrzegł. Niestety, często działa to zupełnie inaczej. „Awanturujący się interesant” jest w najlepszym razie zbywany sztucznym uśmiechem, a kiedy tylko znika za progiem, obsługa puka się w czoło i wraca do przerwanych obowiązków. Można jednak inaczej.




Zamów sześciotygodniowy
Marek Jankowski – przedsiębiorca, absolwent ekonomii, dziennikarz. Wydawca czasopisma „Branża Dziecięca”. Doradca w zakresie marketingu i public relations. Umie prosto wyjaśnić nawet najbardziej zawiłe tematy. Oraz niekiedy skomplikować te najprostsze ;–)

Kiedy otwierasz firmę, wyzwaniem jest znalezienie pierwszych klientów. A później – zdobywanie kolejnych. Najbardziej łakomym kąskiem są ci, którzy kupują u konkurencji: wiadomo, że potrzebują tego, co oferujesz i są skłonni za to płacić. Trzeba tylko sprawić, żeby zrezygnowali z lojalności wobec dotychczasowego dostawcy i zadali sobie trud zapoznania się z rewelacyjną ofertą, którą dla nich przygotowałeś.
Budowanie marki to coś więcej niż zamówienie w profesjonalnej agencji ładnej nazwy i logo dla firmy. Marka buduje się w głowie klienta. Ale bez brzydkich skojarzeń z „Hannibalem”, nie musisz nikomu grzebać w mózgu. Wystarczy, że nadasz swojej marce odpowiednią strukturę. Jaką? Dowiesz się z tego odcinka. A przy okazji może zgarniesz fajną książkę. Owocnego słuchania :–)
„Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi” – mówi znane powiedzenie. Trudno się z tym nie zgodzić. Załóżmy, że inni ludzie przed nami zmagali się z jakimś problemem. Każda kolejna osoba radziła sobie z nim, bogatsza o zaobserwowane doświadczenia poprzedników. Możemy założyć, że przez kolejne lata popełniono wszystkie możliwe błędy i wyciągnięto z nich wnioski. Powszechnie stosowane rozwiązanie jest więc optymalne i teraz wystarczy już tylko je powielać.
Kto dziś pamięta, czym była kiedyś stacja beznynowa, inaczej cepeen? Było to miejsce, gdzie przy odrobinie szczęścia i dużej dawce cierpliwości można było kupić paliwo. Dzisiejsze stacje benzynowe to nie tylko dystrybutory, ale też m.in. całodobowe sklepy, bary i publiczne toalety. Wszystko, czego potrzeba podróżnym lub okolicznym mieszkańcom.