Z armaty do wróbli
W czasach PRL–u książki telefoniczne była rarytasem. Dziś nie tylko książek nie brakuje, ale nawet za darmo przywożą nam je do domów. Ja sam dostaję co roku trzy: żółtą, pomarańczową i granatową. Nic dziwnego, że wydawcy tych książek robią co mogą, żeby zachęcić przedsiębiorców do zareklamowania się w nich. Ale czy taka reklama to dobra inwestycja?
Jeżeli coś jest dobre dla wszystkich, to znaczy, że nie jest dobre dla nikogo. Dlatego moim zdaniem obecność w tego typu publikacjach ma sens tylko wtedy, gdy spełnione są pewne warunki.
- Klienci kojarzą branżę, w której działasz, a niekoniecznie pojedyncze firmy.
- Klienci chcą się z Tobą skontaktować przez telefon.
- Informacje o lokalnych firmach z Twojej branży są słabo dostępne w internecie.
- Działasz na obszarze, gdzie nie korzysta się powszechnie z internetu.
- Masz bardzo szeroką grupę potencjalnych klientów.
Książki telefoniczne nadają się więc do promowania usług hydraulicznych lub gabinetów stomatologicznych, a z branży dziecięcej – agencji opiekunek. Nie warto jednak zawracać sobie nimi głowy, gdy prowadzisz sklep spożywczy, a Twoi klienci mieszkają wyłącznie na kilku sąsiednich ulicach. To samo, gdy działasz w branży, która dopiero startuje, mało kto ją zna i w związku z tym niewiele osób jej szuka (np. centra edukacyjne dla niemowląt).
Kiedy powyższe warunki nie są spełnione, oznacza to, że wydawanie w tym wypadku pieniędzy na reklamę jest ich wyrzucaniem w błoto. Albo – inaczej mówiąc – strzelaniem z armaty do wróbli.
Jedną z głupszych decyzji, jakie podjąłem w życiu, było wydanie pieniędzy na reklamę w telewizji kablowej, a ściślej – na specjalnym kanale, na którym wyświetlano plansze z reklamami. Dałem się namówić tylko dlatego, że jeszcze wtedy sam nie miałem kablówki. Kto poza psychopatami ogląda coś takiego?
Innym przykładem reklamy, która na 99% nie da Ci żadnych konkretnych korzyści, jest promowanie swojej firmy na ściennym kalendarzu lub planie miasta, na którym oprócz Twojej znajduje się też kilkanaście innych reklam. Na 99% nikt nie zwróci tam uwagi na Twoją ofertę, bo nikt nie patrzy na kalendarz po to, żeby czytać reklamy!
Sprzedajesz dziecięce foteliki samochodowe. Czy masz zamiar promować je rozwieszając plakaty w pojazdach komunikacji miejskiej? Albo na biletach autobusowych? A może jednak zostawisz ulotki na zaprzyjaźnionej stacji benzynowej? Zastanów się, gdzie są Twoi klienci!
Dobór odpowiedniego medium, za pośrednictwem którego chcesz dotrzeć do klientów, staje się znacznie prostszy, kiedy określisz, kto jest w Twojej grupie docelowej. Wydaje się to oczywiste. Ale skoro tak jest, to dlaczego przez wiele miesięcy w Telewizji Polskiej, oglądanej przez masową widownię, promował się kiedyś producent… wózków widłowych?
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Dodaj komentarz