Internet lepszy od żywego sprzedawcy
Kupowanie w sklepie internetowym, choć nie zmusza nas do przepychania się z wózkiem przez tłum ludzi i stania w kilometrowej kolejce do kasy, ma jednak swoje minusy. Nawet jeżeli mamy do dyspozycji świetne zdjęcia produktu w wysokiej rozdzielczości i baaardzo szczegółowy opis, ciągle jednak jest to tylko obrazek na ekranie i literki. Nie możemy przesunąć palcami po materiale, poczuć zapachu czy ciężaru, usłyszeć wydawanych przez przedmiot odgłosów. Kupowanie w internecie jest kompletnie pozbawione przyjemności.
Oczywiście spece od marketingu pracują nad „uczłowieczeniem” sieci nie od dziś. Problem polega na tym, że za każdy taki gadżet każą sobie słono płacić.
Na stronie Hestii możemy skorzystać z pomocy Huberta, wirtualnego doradcy. Zwraca się do nas po imieniu, odpowiada na pytania i jest prawdziwym bystrzakiem! Kiedy przedstawisz mu się np. jako „pacan”, kulturalnie zauważy, że to chyba nie najlepszy sposób na zawarcie znajomości :D
Księgarnia Bajarka.pl zachęca do kartkowania książek online. Można w ten sposób zobaczyć wprawdzie tylko kilka stron, ale księgarnia to w końcu nie biblioteka. To zawsze dużo więcej, niż tylko okładka! Zwłaszcza, że słychać jak przewracane kartki szeleszczą :)
Ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie przebije jednak wrażeń z prawdziwego sklepu i kontaktu z fachowym sprzedawcą. W przeciwieństwie do tego, co zrobił kilka dni temu sklep.smartoys.pl.
SmarToys sprzedaje zabawki, m.in. brytyjskie pacynki. Ostatnio zaprosili do Polski pacynkowego guru z Wysp, Petera Lockey’a, który poprowadził w Warszawie warsztaty dla nauczycieli. Ludzie ze SmarToys nakręcili z tego krótkie filmiki i wrzucili do swojego sklepu internetowego pod hasłem „Zobacz jak ożywić nasze pacynki”.
Wyobraźcie sobie sklep z pacynkami, gdzie sprzedawcą jest starszy gość z brzuszkiem, który pół życia spędził na zabawie z dziećmi w kukiełkowe teatrzyki. Uwielbia to i tę pasję widać na każdym kroku. Sama wizyta w takim miejscu jest przyjemnością. A kiedy widzi się, jakie cuda można wyczyniać z pacynkami, nie sposób nie kupić sobie choć jednej… ;)
Hubert z Hestii musiał kosztować grubą kasę. Patent z przewracaniem stron w książkach na pewno dużo mniej, ale i tak bez pomocy fachowca od grafiki i animacji się nie obeszło. A z wrzuceniem na stronę krótkiego filmiku nawet sam bym sobie poradził! Bo w internecie, tak samo zresztą jak w realu, mając pomysł można osiągnąć rewelacyjne efekty nie wydając wcale dużych pieniędzy.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Dominik Koza | 5-01-08 | Odpowiedz
zaprosic do Polski pacynkowego guru tez musialo kosztowac.
Marek Jankowski | 7-01-08 | Odpowiedz
Kosztowało o ile się orientuję tyle co bilet na tanie linie lotnicze i nocleg, czyli kilkaset złotych. Kilkanaście sprzedanych pacynek i koszty się zwracają, a guru z filmików dalej napędza klientów :)