Dotrzymywanie obietnic
Byłem niedawno w kinie na „1408″ wg opowiadania Stephena Kinga. Bohater filmu pisze przewodniki turystyczne po hotelach i pensjonatach, w których straszy. Za każdym razem przekonuje się, że żadnych duchów nie ma, aż do momentu, kiedy dociera do tytułowego pokoju 1408 w jednym z nowojorskich hoteli.
Kierownik tego hotelu powstrzymuje pisarza jak może przed pozostaniem w pechowym pokoju. Uprzedza, że żaden z gości nigdy nie wytrzymał tam dłużej niż godzinę. Ostrzega przed zagrożeniem. Pokazuje policyjne zdjęcia poprzednich gości z rozszarpanymi gardłami. Nasz bohater mimo to decyduje się na spędzenie nocy w pokoju 1408. Ale nie ma wątpliwości, że robi to na własne życzenie, z pełną świadomością tego, co go czeka.

Teraz przełóżmy to na rzeczywistość małej firmy. Na przykład takiej, jak pensjonat „Eden” w Jankach, zaraz za wyjazdem z Warszawy na trasę nr 8 w kierunku Wrocławia. Miałem okazję właśnie spędzić tam noc.
Co obiecuje nazwa „Eden”? Beztroskie, przytulne, spokojne miejsce. Bezpieczeństwo, idealną harmonię i równowagę. Niczym nie zakłócony sen. Wszechogarniającą biel, czystość, niewinność. Raj na ziemi. Przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe w cenie 130 zł za noc :)
A teraz rzeczywistość.
Grudniowym późnym wieczorem docieramy wraz z Anią do wspomnianego pensjonatu. Na dworze zimno, więc z przyjemnością wchodzimy do środka. Detale takie jak przekrzywiony obrazek na zdjęciu powyżej budzą tylko nasz śmiech. Podobnie jak lampka, która nie świeci. Nie ma w tym nic złego: obrazek na pewno przekrzywiła przypadkiem pani ścierająca kurze, a żarówka mogła przepalić się tuż przed naszym przyjazdem i nikt nie zdążył tego jeszcze zauważyć. Zresztą i tak zamierzamy szybko zasnąć, więc po co nam iluminacja.
Większą osobliwością są drzwi, mniej więcej centymetrową szparą przy framudze. Ale i to da się wytłumaczyć. Może dyskretnie wsuwają tędy fakturę, żeby nie zakłócać snu gościom?
Na wprost drzwi do pokoju znajduje się duże okno. Ma firanki (jak widać na zdjęciu wykonanym rano, w dość opłakanym stanie), nie ma za to zasłon. W raju, jak twierdzą artyści, obowiązuje raczej skąpe odzienie. Nie słyszałem jednak o tym, żeby raj mieścił się tuż obok jednej z najbardziej ruchliwych dróg w Polsce. A jeżeli któryś kierowca rzuci okiem w oświetlone okno i spowoduje katastrofę?
A kierowców nie brakuje. Moda na ekrany dźwiękochłonne najwyraźniej do Janek jeszcze nie dotarła. Nie mam pojęcia czy są jakieś normy hałasu dla tego typu miejsc, ale jeżeli nie ma, to każdy poseł powinien obowiązkowo przed przegłosowaniem stosownej ustawy spędzić noc w „Edenie”. Mam wrażenie, że byłby to jedyny przypadek stuprocentowej jednomyślności w polskim parlamencie.
Jeżeli ktoś kiedyś zapyta mnie o największe sukcesy, będę mógł wspomnieć, że udało mi się zasnąć prawie na autostradzie.
Rano obudziło mnie dziwne ni to brzęczenie, ni to dzwonienie. Okazało się, że to ja sam szczękam zębami. Nie miałem termometru, ale w pokoju było – jak sądzę – około 15 stopni. Całe szczęście, że mamy lekką zimę i nawet w nocy nie było przymrozków…
Ruszyłem do kaloryfera, ale ktoś sprytnie przewidział mój ruch i zdemontował zawór. A może to jakiś wcześniejszy gość, najwyraźniej jednostka słaba i niezdolna do przetrwania w warunkach zbliżonych do pierwotnych, z takim zapałem kręcił termostatem, że aż go urwał? Nie mam pojęcia. Fakt, że jedyne co byłem w stanie zrobić to włożyć na siebie wszystko, co tylko miałem ze sobą.
Usiadłem więc, opatulony w kołdrę, przyglądając się fantazyjnie wykończonej wykładzinie przy drzwiach od łazienki. Najwyraźniej było to dzieło jakiejś kreatywnej „złotej rączki”. Kto wie, może nawet tego samego fachowca, który dopasowywał drzwi wejściowe…
Z nadzieją spojrzałem kolejny raz na kaloryfer. Może jednak zaczęli grzać? Postanowiłem sprawdzić to jeszcze raz. Podszedłem, chwyciłem oparcie krzesła, żeby je przesunąć i dostać się do grzejnika i… oparcie zostało mi w dłoni.
Ostrożnie, żeby nie doprowadzić już do żadnej katastrofy, wycofaliśmy się do recepcji, a później do samochodu.
Gdyby ten zajazd nazywał się „Szkoła Przetrwania”, „Klub Morsów” albo chociaż „Przystanek Alaska”, wszystko od razu byłoby jasne. Zimorodki takie jak jak w ogóle by się tam nie pchały. Są przecież tacy, którzy lubią życie na krawędzi, po co mam blokować im pokój.
Nazwa firmy zobowiązuje. Każda oferta jest dla klienta obietnicą. Upewnij się, że on zrozumiał tę ofertę zgodnie z Twoimi intencjami i że Ty tej obietnicy dotrzymasz. Jeżeli nie, już nigdy więcej go nie zobaczysz.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Mała wielka firma » Blog Archive » Dotrzymywanie obietnic II | 13-03-08 | Odpowiedz
[...] temu pisałem o mrożących krew w żyłach przeżyciach związanych z noclegiem w podwarszawskim pensjonacie „Eden”. Dziś dla równowagi parę zdań o gościńcu „Exclusive” na warszawskiej [...]