A mój tata jest silniejszy niż twój!
Spotkałem wczoraj znajomą, która pracuje w dziale marketingu w firmie produkującej sprzęt AGD. Opowiadała mi o czasopiśmie, w którym regularnie reklamuje się jej firma i wszystkie inne liczące się firmy z tej branży.
Tytuł ten nie jest znany przeciętnym śmiertelnikom, bo nie ma go w kioskach ani Empikach. Jest rozsyłany bezpośrednio do zainteresowanych przedsiębiorstw (czyli w większości do reklamodawców). Ukazują się w nim informacje prasowe nadsyłane przez te same przedsiębiorstwa, w stylu: „Uruchomiliśmy nowoczesną linię produkcyjną” albo „Będziemy na targach w Berlinie”. W trzech słowach: towarzystwo wzajemnej adoracji.
Czemu służą takie wydawnictwa? Moja znajoma – typowa przedstawicielka docelowej grupy czytelników – podsumowuje to krótko.
Reklamujemy się tam, przysyłają nam to pismo za darmo, więc je przeglądam. Zajmuje mi to jakieś dwie minuty. Rzucam tylko okiem co robi konkurencja, patrzę jakie mają pomysły na reklamy i odkładam na półkę. Właściwie nie ma tam dla mnie nic ciekawego do czytania, bo o większości rzeczy, o których tam piszą, wiem już wcześniej.
Podobnie robią pewnie marketingowcy z innych firm z branży. I też się tam reklamują. A to znaczy, że płacą niemałe pieniądze (o ile wiem około 5000 zł za całostronicową reklamę), żeby dostarczyć konkurencji informacje na swój temat!
Jakich to perswazyjnych chwytów, wyczytanych u Machiavellego i Cialdiniego, muszą używać handlowcy z tego czasopisma, żeby skłonić swoich klientów do tak daleko posuniętej dobroczynności? Mają od lat jeden argument. Niepodważalny. „Trzeba się pokazać”!
Moja znajoma przekonała swoją szefową, że jest kilka lepszych pomysłów na wydanie firmowych pieniędzy. Ta druga początkowo się wzbraniała („jak to, przecież zawsze tam byliśmy!”), ale w końcu uległa.
Mali chłopcy mają w życiu taki okres, kiedy prężą przed sobą nawzajem mięśnie i licytują się, czyj tata jest silniejszy. Zadziwiające, jak wiele wspólnego z małymi chłopcami mogą mieć całkiem duże firmy.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach? Dołącz do subskrybentów.
Aby usunąć swój adres z listy wysyłkowej kliknij tutaj.

Blipnij o tym wpisie!
Paweł Tkaczyk | 11-01-08 | Odpowiedz
Bohaterowie „Konopielki” też używali kosy, bo „tak było od zawsze”. Ale czy im to na zdrowie wychodziło? Świat idzie do przodu, więc ten, kto stoi w miejscu, cofa się :)