Firma jak samochód
Znajomy właściciel firmy oponiarskiej opowiadał mi kiedyś z przejęciem o tym, jak ważne w samochodzie jest dobre ogumienie. – Powierzchnia styku opon z asfaltem w przypadku auta jadącego ponad 100 km/h jest mniej więcej taka, jak ludzka dłoń – opowiadał. – Od takiego kawałka gumy zależy ludzkie życie! Tylko fachowcy zdają sobie sprawę, jakie przeciążenia tam występują i jak kolosalna jest różnica, czy jedziemy np. 130, czy 150 km/h.
Myślę, że każdy samochodowy fachowiec mógłby wtrącić tu swoje trzy grosze.




Zamów sześciotygodniowy


Jeżdżąc po Warszawie (czytaj: stojąc w warszawskich korkach) usłyszałem w radiu, że w przyszłości stolica planuje wprowadzenie opłat za wjazd do centrum. Mogą one wynieść jednorazowo nawet 10 złotych. Oczywiście wszystko dla dobra obywateli. Trzeba będzie płacić, więc kierowcy–kutwy nie będą pchać się pod Pałac Kultury i tym, którzy zapłacą, będzie się jeździć przyjemnie – główkują urzędnicy. Jest to mniej więcej taki sposób myślenia: kierowcom jest źle, więc dołóżmy coś, co jeszcze trochę da im w kość, wtedy będzie lepiej. Błyskotliwe!
Niby dwumiesięcznik, a tempo pracy jak przy tygodniku. Dlatego z góry przepraszam za ewentualne zawiłości skutkujące trudnościami ze zrozumieniem tekstu, ale tak to bywa po nieprzespanej nocy… Świtało już, kiedy „Branża Dziecięca” 3/2008 wędrowała po łączach do drukarni. Nieskromnie powiem, że to nasz najlepszy numer. I mam nadzieję, że o każdym kolejnym będę mógł powiedzieć to samo :)
Od długiego majowego weekendu w Polsce zaczyna się sezon eventów. Firmy chętnie wychodzą „do ludzi”, żeby pozytywnie utrwalać swoje marki w świadomości klientów. Takie promowanie się niekoniecznie musi nas wiele kosztować. Bo dobry event to taki, na którym promujemy się i przy okazji zarabiamy.
Niektórzy producenci/dystrybutorzy/importerzy (niepotrzebne skreślić) stosują sztywne ceny dla swoich produktów. Chodzi między innymi o to, żeby detaliści nie prowadzili między sobą wyniszczających wojen. Ale oczywiście Polak potrafi. Jeżeli cena musi być wszędzie ta sama, można konkurować produktami lub usługami dodawanymi za darmo, tak zwanymi gratisami.
Jeżeli masz ochotę na 425 stron traktatu moralizatorskiego, z którego dowiesz się, że Twoje dziecko nie powinno oglądać telewizji i siedzieć zbyt długo przed komputerem, koniecznie przeczytaj książkę Daniela S. Acuffa i Roberta H. Reihera „Kidnaping. Jak marketerzy kontrolują umysł Twojego dziecka” (Onepress 2006, cena 39 zł).
Na