Logo własnej roboty
Każdy świadomy przedsiębiorca dochodzi kiedyś do wniosku, że przydałoby mu się logo. Można oczywiście zlecić to specjalistom, ale kto przy zdrowych zmysłach płaci kupę forsy za takie duperele? Więc dalej, siadamy przy komputerze i… do dzieła!
Problem polega na tym, że niestety wcale nie jest to takie proste, jak się wydaje. I pół biedy, jeżeli zorientujemy się w sytuacji sami i oddamy się w ręce fachowców. Gorzej, gdy zakochani w swoim „dziele” wydrukujemy je na ulotkach, papierze firmowym, wizytówkach i Bóg wie gdzie jeszcze w tysiącach egzemplarzy i dopiero wtedy zauważymy, że litery są jakieś koślawe, obrazek nieforemny, a na tle logotypów konkurencji wyglądamy jak ubogi krewny.




Zamów sześciotygodniowy


Jak niewiele trzeba, żeby człowieka szlag trafił w poniedziałkowy wieczór… Przeglądam właśnie wiadomości z RSS–a Gazeta.pl i widzę tytuł: „Wolne w Trzech Króli? Jest 100 tys. podpisów!”. Jest też nazwisko tego, któremu nie chce się wstawać do roboty 6 stycznia. To miłościwie panujący w Łodzi prezydent Kropiwnicki.
Marketing dziecięcy i młodzieżowy to w Polsce wciąż raczkująca dziedzina, ale doczekaliśmy się już pierwszego bloga na ten temat. Judyta Krzyżanowska z agencji reklamowej Kid & Young pisze o ciekawych pomysłach polskich i zagranicznych copywriterów na dotarcie do młodych i najmłodszych konsumentów. Linka do New Kids on the Blog podrzucił mi parę tygodni temu
Personalizacja to jedna z podstawowych zasad skutecznej sprzedaży. Pisaliśmy o tym m.in. w 
Seth Godin, autor najpopularniejszego na świecie
Dziennikarz sportowy w TVP3 zapowiada „hit II ligi piłkarskiej”, mecz Arka Gdynia – Piast Gliwice. Łączy się z reporterem, który jest na stadionie i pyta: „Arka słynie z tego, że ostro atakuje, ale Piast ma silną obronę. Jaki sposób mają zawodnicy z Gdyni na pokonanie defensywy rywali?”. Reporter odpowiada: „Arka liczy na swoich napastników i z pewnością będą oni próbowali pokonać bramkarza z Gliwic”.